czwartek, 12 listopada 2015

Moja druga ciąża, bliźniaki

   W internecie zaczęłam pisać, kiedy Krzyś miał jakieś 5-6 miesięcy. Wtedy ogromnie żałowałam, że nie zaczęłam wcześniej, że nie spisywałam przemyśleń z ciąży, że nie zostawiłam czegoś na pamiątkę z tego okresu. Jakże spokojnego okresu jak okazuje się dziś ;). Dzisiaj zaczęłam po raz kolejny analizować moją pisaninę, której aktualnie jak widać nie ma w ogóle i uświadomiłam sobie, że za pół roku, za rok znów będę żałować, że nie spisałam choć odrobinkę z  tego mojego stanu błogosławionego. I choć czasami czuję się już jak słonica to nadal uważam, że taki właśnie ten stan jest- błogosławiony. I chyba żadne wydarzenie w życiu mężczyzny nie jest w stanie choć w minimalnym stopniu dorównać kobiecej ciąży. 


To już połowa, dzisiaj zaczyna się 21 tydzień. Wiemy już na 100 %, że pod sercem noszę chłopca i dziewczynkę, że będziemy mieć kolejnego syna i pierwszą córeczkę. Wiem też, że dziewczynka wyprzedza wymiarami swojego brata i, że jest o wiele bardziej ruchliwa... Prawdopodobnie usposobieniem będzie przypominała swojego starszego brata... 

Na "górkę" mam jakieś 6 kg, ale czuję się jakbym miała ich już co najmniej 16... Naprawdę o wiele "ciężej" mi w tej drugiej ciąży. Nie wiem czy powodem jest to, że to ciąża bliźniacza czy po prostu druga ciąża taki ma "urok", aczkolwiek mam wrażenie, że z Krzysiem czułam się tak dopiero pod koniec. 
Nie chcę oczywiście narzekać, bo ta ciąża to spełnienie moich marzeń, ale trochę faktów do tego mojego pamiętniczka muszę przecież wpisać :).  

Imiona dla tej pary już od dłuższego czasu są w mojej głowie, lecz nie dostały jeszcze akceptacji od drugiej połówki więc sprawę na razie zostawiam otwartą. 

Nadal też nie wiem jak będzie wyglądał poród, gdzie będę chciała rodzić i z kim. Bardzo dużo o tym myślę i rozmawiam z Maciejem. Ostatecznie chyba jednak zadecydujemy na sam koniec. Możliwości jest wiele, ale każda sprawdzi się w innym przypadku. Nie da się przecież ukryć, że poród to sprawa dość nieprzewidywalna, poród bliźniaczy tym bardziej. 

W planie mamy też remont, który całe szczęście zbliża się już wielkimi krokami i ku mej radości prawdopodobnie zakończy się jeszcze przed świętami, przynajmniej jest taka szansa, a to bardzo wiele mi ułatwi. Raczej żadna ciężarna nie marzy o remoncie pod koniec ciąży. 

Zarówno z Krzysiem jak i teraz nie szaleję na punkcie wyprawki, oprócz wózka i chusty nie mam jak na razie większych wymagań w tej kwestii. Wiem już z doświadczenia, że grunt, aby mieć dużo pieluch i dużo tetry, a reszta jakoś się ułoży. Tym razem będzie trzeba wszystkiego jeszcze więcej, ale nie spinam się. Czuję podświadomie, że ze wszystkim zdążymy i, że wszystko będzie dograne. 

No i nie wiem skąd, ale jest we mnie ogromne przeświadczenie o tym, że donoszę tą ciąże do końca, że mój organizm da radę kolokwialnie mówiąc. Nie mam pojęcia skąd we mnie ta pewność, ale już od dawna mam poczucie, że zaklinanie rzeczywistości to moja mocna strona. I, że znikąd te moje przeczucia się nie biorą. Chyba po prostu warto czasami wsłuchać się w siebie i w swój organizm, zaufać swojemu ciału, a nie kolejnym receptom wypisywanym przez ginekologa.

Termin mam na 24 marca. Dla mnie jest to bardzo symboliczna data. Nie spodziewałam się, że los tak sobie ze mnie zakpi. Wiem oczywiście, że tylko jakieś 5 % ciąż kończy się w wyznaczonym z OM terminie, ale sama świadomość tego, że ktoś do góry tak to ułożył daje mi bardzo dużo wiary w to, że nad moimi dziećmi czuwa ktoś bardzo mi bliski.

Pisząc ten tekst słyszę z sypialni ziewanie Krzysia i czuję co rusz kopniaki bliźniaków i chyba nic i nikt nie jest w stanie dać mi takiego spokoju jak one, nasze dzieci.







Pozdrawiam,
Natalia :)

5 komentarzy:

  1. Krzysiek, jaki duży, ładny chłopak :)
    Natalia, a jak będzie wszystko ok to chciałabyś rodzić naturalnie, czy szykujesz się raczej na cesarkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie, nie. Jeśli dzieci ułożą się prawidłowo to w grę wchodzi tylko poród siłami natury. Jestem bardzo ostrożna jeśli chodzi o niepotrzebne interwencje medyczne i bardzo chciałabym uniknąć niepotrzebnego cc. Aczkolwiek na razie, póki nie mam żadnej pewności co do ułożenia dzieciaków staram się nie nastawiac :) Co nie zmienia faktu, że poród sn byłby spełnieniem moich marzeń :)

      Usuń
  2. Ja na początku chciałam rodzić sn. Później, w wyniku zagrożenia ciąży, nastawiałam się na cesarkę. gdy dotrwałam do 36tc nakłaniano mnie na sprobowanie swoich sił sn. W efekcie, gdy przyszły skurcze, zostałam pokierowana na cesarkę pomimo tego, że chłopcy bylo ładnie ułożeni.
    Nie ma tego złego - Niebieskooki miał ucisk na rączkę (ma po nim slad do dziś) więc nie wiadomo jakby się to skończyło podczas porodu sn.
    Moja rada - nie nastawiaj się na nic, ale mysl, że bez problemu dotrwasz do końca :) tego ci życzę i będę śledzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziękuję Ci bardzo za ten komentarz. Nie ukrywam, że każda historia bliźniaczej mamy bardzo mi pomaga, mogę choć trochę dzięki temu przybliżyć sobie obraz tego co mnie czeka :) Zapraszam do mnie serdecznie :) Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Czeka Cię jazda bez trzymanki ;) Na chwilę obecną moje chłopaki mają po 1,5 roku i zaczynamy wychodzić na prostą. Wydaje mi się, że najgorsze już za znami :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz, każdy niezmiernie mnie cieszy :).