wtorek, 17 lutego 2015

Nie chcę zawstydzać swojego dziecka.

   Ile razy zdarzyło mi się lekceważąco, kpiąco wręcz mówić: "Ojeju, co to znowu za histeria", albo "Bo to mały furiat jest, płacze, krzyczy bez powodu". Owszem, coraz rzadziej, ale jednak się zdarza. 

A nie powinno zdarzać się w ogóle. Nie powinnam publicznie, bezmyślnie wyśmiewać mojego syna. I nie- nie chcę zrobić z niego zakochanego w sobie, pępka świata, albo mamisynka, jak zwykło się mówić. 
No i pewnie! Kiedyś zdarzy się tak, że ktoś wyśmieje publicznie moje dziecko, lub zawstydzi je. Ale z ust najbliższych dziać się tak nie powinno.

I czy mama, która z okna na całe osiedle krzyczy za swoją nastoletnią córką: "Załóż czapkę! I zapnij kurtkę!!!" ma świadomość, że niestety, ale właśnie zawstydza swoje dziecko? Taka nastolatka ma bardzo cienką granicę w tej kwestii. Bardzo nie lubi publicznego, mamowego zwracania jej uwagi, a już na pewno nie w kwestii garderoby...

Może nie wiem jeszcze jak to jest być mamą dziecka starszego, które stawia się w każdym temacie, dyskutuje, pyskuje i ma SWOJE zdanie w każdej kwestii. Ale mam nadzieję, że uda mi się jednak zbudować zdrową, partnerską relację, dzięki której nie będę musiała wrzeszczeć na pół wsi do Krzyśka, że ma "natychmiast wracać do domu, bo jest za lekko ubrany"! 

Oczekuję od swoich najbliższych, że w sposób dyskretny, oraz grzeczny będą zwracać mi uwagę, na moje błędy, lub błędne myślenie. Nie lubię bardzo, kiedy ktoś mi bliski publicznie opowiada o gafie jaką popełniłam. Nie zawsze. Ale często czuję się niejako "zdradzona" przez właśnie tą osobę, która często gęsto nie myśląc co robi, robi coś niefajnego. 

Więc jeśli wymagam tego od innych, dlaczego nie potrafię na stałe "wybić" w swojej głowie, że takich rzeczy wobec drugiego człowieka się nie robi? 

Podobno często jest tak, że to co drażni nas najbardziej u innych to błędy, które sami nagminnie popełniamy...

Myśląc w ten sposób zagadka byłaby rozwiązana.

A ja przecież nie chcę zawstydzać swojego dziecka!



Pozdrawiam,
Natalia.


4 komentarze:

  1. Hmm dla mnie pisanie np. o histerii dziecka jest szukaniem rad, dzieleniem się doświadczeniami, ale zawstydzaniem? Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie. Nie miałam tu na myśli pisania o tym i pytania się np o rady. Raczej chodziło mi tu o typowe "wyśmiewanie". Np. mówienie w gronie rodzinnym lub znajomych: "A ten to znowu histerię urządził bez powodu. Taki nieznośny jest"! Chodziło o negatywne wypowiadanie się o nazwijmy to "problemach" naszych dzieci. Po prostu o wyśmiewanie.

      Usuń
  2. Bardzo mądry temat poruszyłaś. Właśnie tak jest, że nagminnie robimy to co w nas samych uderza, gdy robią to inni wobec nas. Też się na tym łapię. Nie powinnyśmy zawstydzać naszych dzieci. Dla nich jesteśmy przecież najważniejszymi autorytetami i dlaczego pozwalamy sobie na ich nieświadome krzywdzenie. Czasami trzeba zaznaczyć, że dziecko robi coś nie tak jak powinno, ale czasami powiemy i później na własne oczy zobaczymy smutne oczka dziecka, że nie zabrzmiało to tak jak chciałyśmy i jeszcze wśród innych :(
    Pozdrawiam cieplutko i gorąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zostałam zrozumiana :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz, każdy niezmiernie mnie cieszy :).